Przed chwilą przypomniałam sobie radość, jaką blogowanie dawało mi w zeszłym roku. Wtedy prowadziłam trzy blogi i choć obecnie skleiły się w jeden, to
kontynuowałam tu jedynie dział książkowy, zapominając o roślinkach,
które dają mi tyle radości!
Odkąd trzymam na parapecie (tuż obok biurka, przy którym pracuję) doniczki z roślinkami, głównie warzywami, czuję się inaczej. Obserwowanie roślin w czasie ich mozolnej wędrówki przez wszystkie fazy rozwoju od nasionka do dojrzałej roślinki jest cudowne. To taka nadzieja na zmiany i osiągnięcie celu. Skoro te maleństwa w ziemi dają radę, to ja nie dam?
Odkąd trzymam na parapecie (tuż obok biurka, przy którym pracuję) doniczki z roślinkami, głównie warzywami, czuję się inaczej. Obserwowanie roślin w czasie ich mozolnej wędrówki przez wszystkie fazy rozwoju od nasionka do dojrzałej roślinki jest cudowne. To taka nadzieja na zmiany i osiągnięcie celu. Skoro te maleństwa w ziemi dają radę, to ja nie dam?
Rok temu zasiałam w jednym miejscu szczaw. Już wtedy dwa razy udało mi
się cieszyć zupą szczawiową, a w tym roku obserwowałam ponowne
pojawienie się tych milusich, kwaśnych listków w ogródku. Dziś wreszcie
miałam czas i siły, żeby zabrać się za gotowanie dla przyjemności (a nie
jak przeważnie: dla przeżycia) i tak oto powstaje ten wpis. Robiłam po
drodze zdjęcia, którymi będę przeplatała swoje bazgroły W Internecie jest mnóstwo przepisów na taki smakołyk, jednak mi najbardziej przypadł do gustu ten, w którym autorka dodała do zupy marchew. Oczywiście trochę go przekształciłam i zrobiłam dwa w jednym:
szczawiową z tamtego bloga w szczawiowej, która już gotowałam kiedyś.
Najpierw
baza zupy. Oczywiście można ją gotować na porcji rosołowej/innym
mięsie. Ja, w przypływie lenistwa wrzucam do trzech litrów wody dwie
kostki rosołowe (warzywne) i już
W międzyczasie napadłam szczaw nożyczkami (już się ściemniało, ale pociąg do zupy był silniejszy niż problem widoczności)
Szczaw jest cudowny, pyszny i raz na jakiś czas uwielbiam pochłaniać go
pełnymi garściami. Niestety zanim trafi do garnka, trzeba go przebrać,
oderwać ogonki i umyć (wiecie, ptaszki, kotki, ich potrzeby, itp… ).
Ogonki i listki, które budzą we mnie wątpliwości, wyrzucam.
W międzyczasie ziemniaki i marchew miękną.
W międzyczasie ziemniaki i marchew miękną.
Wtedy dorzucam pokrojony szczaw i w zasadzie to już prawie koniec.
Listki pod wpływem wrzątku zmieniają kolor i niestety nie są tak uroczo
zielone, jak w ogródku czy na łące. Ale ich smak rekompensuje mi ten
brak zieleni
Jeśli mam koperek, to też go na końcu dodaję, jednak dziś w mojej
kuchni niestety go brakuje, dopiero zaczyna wyrastać z doniczki na
tarasie. Zadowalam się więc jedynie doprawieniem zupy solą, pieprzem i
śmietaną 18% (koniecznie najpierw zahartowaną!).
W osobnym garnku gotuję jajka na twardo, następnie wrzucam pokrojone prosto do zupy.
A potem już jedynie cieszę się cudownym smakiem. Koniecznie w ulubionej miseczce!
Bardzo tęskniłam za tą zupą i wreszcie tęsknota dobiegła końca. Oczywiście długo takie pyszności nie uchowają się w mojej kuchni, ale nic nie szkodzi. Pamiętajcie jedynie, żeby nie jeść tej zupy zbyt często, bo niestety, jak wyczytałam w Internecie, w dużych ilościach i często nie jest zbyt zdrowa :(
A potem już jedynie cieszę się cudownym smakiem. Koniecznie w ulubionej miseczce!
Bardzo tęskniłam za tą zupą i wreszcie tęsknota dobiegła końca. Oczywiście długo takie pyszności nie uchowają się w mojej kuchni, ale nic nie szkodzi. Pamiętajcie jedynie, żeby nie jeść tej zupy zbyt często, bo niestety, jak wyczytałam w Internecie, w dużych ilościach i często nie jest zbyt zdrowa :(

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz